No i stało się ….

Na weekend pojechaliśmy do Zakopanego i w sobotę wieczorem, po kolacji w góralskiej karczmie dopadł mnie atak woreczka zółciowego. Od godziny 20 w sobotę do 4 rano nie mogłem sobie znaleźć miejsca i jedynie chodzenie po pokoju było jedynym rozwiązaniem aby przetrzymać noc i nie pobudzić moich dziewczyn.

W niedzielę, ból był mniejszy, mogę nawet powiedzieć, że prawie przeszedł ale pozostał przez cały dzień objaw podobny do kaca po ostrym piciu. U mnie się to właśnie objawia uczuciem kamienia w żołądku i ogólnie kiepski samopoczuciem. Dzisiaj umówiłem się na wizytę do lekarza i zobaczymy jaka będzie diagnoza bo takiego bólu jeszcze nie miałem.

Muszę powiedzieć, że problemy – jak ja to nazywam z wątrobą miałem już wcześniej. Pierwszy podobny atak pojawił się około 4 lata temu i potem jeszcze kilka razy miewałem epizody tego typu. Od tego czasu do mojego rocznego przeglądu, ktory staram się robić na jesieni każdego roku włączyłem testy prób wątrobowych i usg jamy brzusznej aby kontrolować sytuację. W tym roku również robiłem przegląd i poziom enzymów wątrobowych był w normie. Nic nie wskazywało, na to że może się pojawić tak gwałtowny atak. Faktem jest, że na usg w tym i poprzednim roku woreczek zółciowy był obkurczony i nie do oceny jak to lekarz zapisał w opisie badania. Jako powód lekarz stwierdził, że pewnie nie byłem na czczo.

W środę ide do lekarza i zobaczymy jak będzie. Ogólnie o treningu mogę zapomnieć bo nie mogę nic jeść bo mnie boli i ogólnie kiepsko się czuję. Czekam na wizytę u lekarza i diagnozę.

Jedno przemyślenie nt. „No i stało się ….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wprowadź prawidłową wartość: *