Co się działo jak nie pisalem o bieganiu ?

Od ostatniego wpisu minęło dość sporo czasu. Obowiązki związane ze zmianą pracy i duży nakład pracy w utrzymanie mojego drugiego, technicznego bloga spowodowały, że niestety nie starczyło czasu na pisanie o bieganiu. A z bieganiem było różnie – postaram się krótko podsumować miniony okres, bo wydarzyło się niestety kilka ważnych rzeczy, które wpłynęły na moje bieganie.

Sezon jesienny 2014

Niestety nie udało się zrealizować planu na sezon jesienny 2014, który planowałem zamknąć startami w dwóch imprezach:

  1. I Cracovia Półmaraton – 26 października 2014 – niestety nie udało się wystartować, bo mieliśmy dokładnie w ten weekend imprezę rodzinną i wyjazd do Krakowa nie wchodził w grę.
  2. Bieg Niepodległości w Warszawie  – 11 listopada 2014 – niestety na tydzień przed terminem startu przeziębiłem się dość poważnie i musiałem zrezygnować z tego biegu.

Przerwa spowodowana chorobą przed Biegiem Niepodległości przyspieszyła okres odpoczynku, który planowałem rozpocząć po Biegu Niepodległości – ostatecznie zacząłem go wcześniej i 24 listopada wróciłem do biegania.

Sezon biegowy 2014 ostatecznie zakończyłem z sukcesem tzn. udało się wystartować półmaratonie i ukończyć go w czasie poniżej 2 godzin. Dodatkowo ustanowiłem nowe rekordy w biegach na 5 i 10 km.

Sezon wiosenny 2015

Rozpoczynając treningi w listopadzie postawiłem sobie nowy plan, a dokładniej mówiąc postanowiłem na wiosnę wystartować w maratonie. Jako miejsce startu wybrałem Orlen Warsaw Marathon bo wiadomo blisko i łatwo dojechać z Piaseczna. Jako cel wyzanczyłem sobie przebiegnięcie dystansu maratonu w czasie około 4 godziny 15 minut.

Grudzień i styczeń biegało mi się super – nie przeszkadzał mi nawet mróz w okolicach -10 C. Czułem się rewelacyjnie aż znowu przyplątała mi się kontuzja pleców, która wyłączyła mnie z biegania na pięć tygodni. Znowu lędźwiowa część kręgosłupa spowodowała, że musiałem przerwać treningi. O moich przypuszczeniach, co do powodów tej kontuzji powiem za chwilę, bo chciałbym skończyć watek przygotowań do maratonu. Koło połowy marca wróciłem do biegania i dalej chciałem wystartować w Orlenie, ale już bez nacisku na realizację założonego wcześniej czasu. Będąc świadomym przerw w przygotowaniach chciałem po prostu skończyć bieg w rozsądnym czasie. Biegałem prawie cały kwiecień i nadeszła środa 22 kwietnia. Start w maratonie miał się odbyć w niedzielę 26 kwietnia i na środę zaplanowałem ostatni spokojny trening w lesie kabackim. Wszystko szło pięknie aż do momentu, kiedy zahaczyłem lewą nogą o wystający korzeń i mocno naciągnąłem mięśnie/ścięgna w tylnej części kostki po wewnętrznej stronie (między kostką a Achillesem). Przy potknięciu nie upadłem, udało mi się dramatycznym ruchem całego ciała uratować przed upadkiem aż coś mnie zabolało między łopatkami. Ból w okolicach kostki nie był bardzo dokuczliwy, nie było też opuchlizny czy krwiaka. Dokończyłem trening i w sumie zapomniałem to tym zdarzeniu. Niestety następnego dnia rano okazało się, że ból się utrzymuje i ogólnie słabo to wygląda. Zakupiłem w aptece maść do smarowania i liczyłem, że uda mi się w ten sposób załatwić ten problem. W sobotę odebrałem pakiet startowy, ale już wtedy podjąłem decyzję, że start w maratonie nie ma sensu. Noga nie bolała mnie jakoś specjalnie mocno, bardziej można to nazwać dyskomfortem, ale niestety nie był to normalny stan. Nie będę się rozpisywał o wizytach u ortopedy, bo szkoda na to czasu – krótko mówiąc: diagnozowanie przyczyn bólu trwało 6 tygodniu, zrobiłem RTG kostki i USG, które wykazały, że wszystko jest w porządku. Po wizycie u mojego przyjaciela, fizjoterapeuty, który znowu wymasował moje plecy i nogi tak, że aż prawie uciekłem mu z łóżka znowu mogłem wrócić do biegania.

Teraz chciałbym wrócić do sprawy kontuzji pleców, o której pisałem wcześniej. W tym przypadku przyczyną był zużyty materac w naszym łóżku !!!. Może zabrzmi to dziwnie, ale jestem o tym święcie przekonany. Faktem jest, że od dłuższego czasu po wstaniu z łóżka narzekaliśmy na bolące plecy i kiepski sen, ale oczywiście nic z tym nie robiliśmy. Teraz materac jest wymieniony – kupiliśmy nowy materac lateksowy, który jest rewelacyjny. Śpi się świetnie, plecy nie bolą i codziennie wstaję wyspany. Do kompletu informacji dodam tylko, że 2 razy w tygodniu ćwiczę core, brzuch i plecy – tak więc z moimi plecami nie było/ nie jest całkiem źle i dlatego szukałem przyczyn w czynnikach zewnętrznych.

Podsumowując, bieganie, trening, ćwiczenia są ważne ale trzeba zwrócić naprawdę dużą uwagę na sprawy snu i wypoczynku bo jeżeli jeden z tych składników zawiedzie cały nasz misternie przygotowany plan spali na panewce. Ja po raz kolejny doświadczyłem na własnej skórze, że nie można skupiać się tylko na bieganiu, inne z pozoru mniej ważne sprawy mają również wielkie znaczenie.

Tak wygląda moja historia :). Teraz spokojnie biegam i przygotowuję się do Maratonu Warszawskiego, ale to opiszę w innym poście już niedługo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Wprowadź prawidłową wartość: *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.