Przygoda z kamieniami część 3

Cuda się zdarzają, trudno w to uwierzyć ale tak się stało. Udało mi się zapisać na zabieg ECPW – usunięcia kamieni z przewodu zółciowego.Tak, można to traktować w kategoriach cudu bo przez przypadek udało mi się zarejestrować na ECPW. Zwolniło się miejsce bo pacjent nie mógł w tym terminie stawić się w szpitalu a innym podobno nie pasował termin. Faktem jest, że termin jest mało popularny na tego akcje bo Wigilę większość ludzi woli spędzić w domu. Tak, termin zabiegu to Wigilia, 24 grudnia. Nie było chętnych bo to święta !!!. Ja stwierdziłem, że i tak nie skorzystam z wigilijnego stołu bo praktycznie wszystko co będzie na stole może doprowadzić do kolejnego ataku więc decyzja była prosta.

Ważną rzeczą jest zrozumieć to, że kamienie w woreczku i kamień w przewodzie to z punktu widzenia medycyny i szpitala to osobne przypadłości, które „leczy się” na dwóch różnych oddziałach. Nie jest możliwe wykonanie tych dwóch zabiegów w czasie jednego pobytu w szpitalu. Minimalny odstep pomiędzy zabiegami to 2 tygodnie. Dodatkowo procedury NFZ wymagają osobnych konsultacji. Po zabiegu ECPW dostaje się skierowanie na konsultację chirurga w celu zakwalifikowania na zabieg usunięcia woreczka – mimo, że w wypisie jest napisane, że jest zdiagnozowana kamica żółciowa.

Jestem już po zabiegu – wypchnięto 3 kamienie, z których jeden był dość duży a dwa pozostałe z tych mniejszych. Zagapiłem się i nie zrobiłem zdjęcia – ale też nie było się czym chwalić.

Jeżeli chodzi o sam zabieg to akcja wygladala nastepująco. W poniedziałek na 14 byłem już w szpitalu, zanim trafiłem w odpowiednie miejsce i zostałem zarejestrowany minęła godzina ale później już bez problemu trafiłem na oddział. Od rana nic nie jadłem bo do końca nie wiedziałem kiedy odbędzie się główna akcja – tak więc odbyłem serię badań typu krew, przeswietlenie klatki piersiowej itp i piłem wodę. We wtorek tzn w Wigilię na śniadanie post, a przed południem pojechałem na zabieg. Zabieg ECPW polega na tym, że przez usta wkłada się rurkę z kamerą i specjalnym narzędziem, którym napotkany kamień wypycha się z przewodu do dwunastnicy. Dalej kamień normalną drogą już sam wpada do jelita a potem jest klasycznie wydalony 🙂

Po zabiegu kroplówka i ścisły post a następnego dnia rano kolejne badania z krwi, żeby sprawdzić czy nie ma powikłań w postaci podrażnienia trzustki. U mnie było wszystko ok tak więc po potwierdzeniu pozytywnego wyniku badań dostałem szpitalne sniadanie w postaci kleiku ryżowego i kilku kromek bułki z wędliną. Koło godziny 14 byłem już w domu i mogłem się cieszyć swiętami w rodzinnym gronie.

Samo badanie można określić jako nieprzyjemne – mnie nic nie bolało, czułem tylko niefajny ucisk w gardle no i trochę wymiotowałem w trakcie manipulacji ta rurą w moim przełyku. Zabieg jest wykonywany w częściowym znieczuleniu więc częściowo byłem świadomy tego co się działo tzn słyszałem rozmowy lekarzy, jakieś komendy ale nic poza tym nie można było zrobić.

Pozbyłem się jednego problemu i jest super ale tylko częściowo bo teraz należy możliwie szybko usunąć woreczek żółciowy bo może się przydażyć, że następne kamienie wypadną z woreczka do przewodu i trzeba będzie powtórzyć zabieg ECPW. Aby uniknąć tego problemu muszę utrzymać lekkostrawną dietę – już nie tak ubogą jak przed zabiegiem ECPW ale cały czas mam  w głowie to, że jak zjem coś ciężkiego to sytuacja może się powtórzyć.

Teraz zostaje mi tylko znaleźć szpital, który wykona zabieg usunięcia woreczka – z tego co się dowiedziałem z tym będzie prościej bo każdy szpital to wykonuje a sprzęt do ECPW posiada tylko kilka szpitali w Warszawie.

Dodatkowo jest jeszcze jeden skutek uboczny akcji z woreczkiem. Przez 3 tygodnie od 7 grudnia zrzuciłem 5 kg i moja waga spadła do 80 kg. Spowodowane jest to tym, że jadłem niewiele. Zobaczymy czy uda się utrzymać tą wagę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Wprowadź prawidłową wartość: *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.